waz pompy
Dwumetrowego węża pompy, zanim zostanie ona uruchomiona. Na bladym obrazie monitora Johnson widzi ponad otworem wodę migoczącą gorącymi odblaskami to dobywające się spod dna strumienie, Johnson zaś wierzy, że coś w nich żyje... lub kiedyś żyło. Operator oddycha głęboko, pociąga łyk kawy i przekręca główkę dżojstika na migającej lampkami tablicy rozdzielczej. Z robota wysuwa się czteropalczasta aluminiowa ręka i zmierza w kierunku węża o średnicy około 1.7 cm, takiej samej jak każdy z jej czterech palców. Pochwycenie go może wydawać się łatwe, ale dla pilota operującego z odległości paru kilometrów, nie potrafiącego właściwie ocenić głębi przestrzennej obrazu i nie dysponującego zmysłem dotyku, jest to nie lada zadanie. By spojrzeć w lewo lub prawo, musi naciskać guziki obracające szklanym okiem kamery. Każdy ruch jest.